Bez kategorii

Techniczka pomyliła dawkę morfiny. Pacjentka nie żyje…

W jednej z jarocińskich aptek należących do sieci Dr.Max doszło do pomyłki. Techniczka farmaceutyczna wydała rodzinie pacjentki dziesięciokrotnie wyższą dawkę morfiny, niż przepisano na recepcie. W aptece nie było farmaceuty. Po kilku dniach pacjentka zmarła. Właściciele apteki zwolnili techniczkę i farmaceutkę, a sprawa trafiła na prokuraturę. Kulisy afery opisuje Michał Janczura z Tok FM…

9 listopada ubiegłego roku, do apteki sieci Dr.Max w Jarocinie przyszła rodzina pacjentki chorej na nowotwór. Na przepisanej jej przez lekarza recepcie znajdował się lek MST Continus. Leku akurat nie było w aptece, ale sprowadzono go następnego dnia.

– Wtedy dochodzi do pomyłki. Osoba do tego nieuprawniona wydaje lek narkotyczny w niewłaściwej dawce. Dziesięciokrotnie większej – mówi w reportażu Michała Janczury, Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny Grzegorz Pakulski.

Sieć informuje WIF, zwalnia pracownice i zamyka aptekę

Do Inspektoratu w Poznaniu dwa tygodnie po tym zdarzeniu trafiło pismo ze spółki Farmacja Kolejowa, czyli formalnego właściciela apteki działającej pod szyldem Dr.Max. Spółka informuje w nim o incydencie.

– Dnia 10 listopada pracująca w aptece technik farmacji pani (…) naruszyła prawo farmaceutyczne poprzez wydanie leku zawierającego w swoim składzie morfinę, do czego nie była upoważniona. Po drugie lek został wydany w nieprawidłowej dawce. Wobec braku obecności kierownik apteki, technik, logując się w systemie loginem oraz hasłem kierownika apteki, wydała lek – informuje spółka w liście do WIF.

Dalej sieć apteczna przekonuje, że naruszenie przepisów przez techniczkę było ściśle związane z przewinieniem po stronie kierowniczki, która wbrew obowiązkowi nie zapewniła obecności w aptece magistra farmacji. Obie kobiety dyscyplinarnie zwolniono. W piśmie nie ma słowa o tym, co się stało z lekiem, czy pacjentka go przyjęła i co się z nią dzieje.

Czytaj także:  Kupowanie leków przez internet to duże ryzyko

Mimo, że od całej sytuacji minęły już dwa miesiące, do tej poznański WIF nie przeprowadził kontroli w aptece. Ta wstrzymała swoją działalność 16 listopada.

– Od tego momentu nie możemy tam wejść. Takie są przepisy – mówi Pakulski. Zapewnia, że jedyne, co mógł zrobić, to zgłosić sprawę pomyłki do prokuratury i do rzecznika odpowiedzialności zawodowej – i tak zrobił.

Dziennikarze Tok FM dotarli do byłej kierowniczki apteki. Wyjaśniła, że sprawa jest w sądzie pracy i nie zamierza rozmawiać na ten temat z mediami. Jej adwokat przekonuje, że skoro jego klientki nie było w pracy, to nie ponosi ona odpowiedzialności za to, co się stało.

– Ani w dniu złożenia recepty, ani w dniu odbioru leku mojej klientki nie było w miejscu pracy. Miała usprawiedliwioną nieobecność w postaci urlopu. Lek wydała technik farmacji, która nie miała do tego uprawnień – mówi mecenas Mariusz Tomaszewski w rozmowie z Tok FM i przyznaje, że nie wiadomo z jakich przyczyn, ale kilka dni po nabyciu leku przez rodzinę zmarła.

Rodzina pacjentki zaskoczona

Kiedy rodzinę zmarłej pacjentki odwiedził dziennikarz Tok FM, ta była zaskoczona pytaniem o lek. Córka kobiety nie ma pojęcia o jakiejkolwiek pomyłce. Rodzina uważała, że jej śmierć to wynik postępującej choroby.

Pani Anna umarła 12 listopada w poniedziałek. Pogrzeb odbył się 15 listopada w czwartek. Dopiero kilka dni później do drzwi rodziny zapukała była już kierownik apteki.

Czytaj także:  Kolejna pracowita sobota dla inspekcji farmaceutycznej. Mogą być kontrole…

REKLAMA

– Wytłumaczyli mi, że recepta była niezgodna, że mamy PESEL był pomylony. Po czym zabrali ten lek, tłumacząc, że to jest silny lek narkotyczny, a w domu są dzieci. Mówili, że wezmą go do utylizacji – relacjonuje pani Katarzyna. Zapewnia, że nikt nie wspomniał o błędzie.

Z dokumentów, do których dotarło Tok FM wynika, że jeszcze 13 listopada, już po wykryciu pomyłki, techniczka farmaceutyczna, która popełniła błąd, przyjechała do miejscowości, gdzie mieszkała pacjentka. Pukała do sąsiadów chorej i wypytywała o jej zdrowie, ale do domu pani Anny nie zawitała. Nie informowała o pomyłce.

Prokuratura zajmuje się sprawą pomyłki

Do tej pory organy ścigania nie kontaktowały się z rodziną pacjentki w tej sprawie. Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny sprawę do prokuratury skierował 27 listopada. Według informacji z 7 stycznia, wynika, że przekazano ją policji. W komendzie powiatowej w Jarocinie okazuje się, że śledztwo wszczęto… 7 stycznia Laborum similique et sunt officia quae consequatur , już po telefonie dziennikarzy.

Okazuje się, że policja nie bada powiązania pomyłki ze śmiercią kobiety Czy mogę zamienić Madopar tabletki na kapsułki? . Przedmiotem śledztwa jest tylko to, co zaszło w aptece – w chwili przekazania morfiny.

 – Chodzi tutaj o sprzedaż leku przez osobę nieposiadającą do tego uprawnień – precyzuje rzeczniczka komendy powiatowej policji w Jarocinie, aspirant Agnieszka Zaworska w rozmowie z Tok FM.

Zdaniem Wielkopolskiego WIF, Grzegorza Pakulskiego, w dniu, w którym wydano morfinę, apteka w Jarocinie nie powinna w ogóle działać. Nie było w niej bowiem farmaceuty. Poza tym leki narkotyczne może wydawać tylko magister farmacji. Techniczka nie powinna nawet mieć dostępu do sejfu, w którym powinny być przechowywane leki narkotyczne. Kluczem do niego powinien dysponować tylko kierownik lub inny magister farmacji przez niego upoważniony.

Czytaj także:  Żądają upublicznienia nazw podmiotów wywożących leki

Sieć odmawia rozmowy

Przedstawiciele sieci Dr. Max nie chcieli się spotkać z dziennikarzami. Wysłali pismo od swojego prawnika z odpowiedziami na pytania redakcji. Potwierdzają, że w aptece na stałe zatrudniony był tylko jeden magister farmacji. A to oznacza, że była kierowniczka przebywała w aptece od 8 do 21 codziennie, plus soboty, plus dyżury… Mimo to prawnik sieci Dr.Max zapewnia, że kierownik pracowała zgodnie z kodeksem pracy. Pod jej nieobecność w aptece podobno przebywał inny magister zatrudniony na umowę zlecenie. Prawnik byłej kierowniczki twierdzi jednak coś zupełnie innego.

– Pracodawca nie uwzględniał próśb mojej klientki o zatrudnienie kolejnego magistra – mówi Mariusz Tomaszewski i dodaje, że farmaceutka wielokrotnie prosiła o to mailowo lub zgłaszała w trakcie spotkań z kierownikiem regionalnym.

REKLAMA

W sprawie bulwersujący jest też fakt, że techniczka podszyła się pod kierownika apteki. Wykorzystała w tym celu indywidualny login i hasło farmaceutki.

Czy taka sytuacja to tylko pojedynczy przypadek, czy przykład masowego łamania prawa na rynku aptecznym?

Cały reportaż dostępny na stronie Tok FM.

Źródło: ŁW/Tok FM

Artykuł Techniczka pomyliła dawkę morfiny. Pacjentka nie żyje… pochodzi z serwisu mgr.farm.

Techniczka pomyliła dawkę morfiny. Pacjentka nie żyje…

czas czytania: 5 min