Bez kategorii

Lek to, czy nie lek?

Nauka i rozwój metod badawczych nieustannie weryfikują nasz aktualny stan wiedzy. W rezultacie niejednokrotnie w historii okazywało się, że jakaś produkt uznawany za leczniczy, w rzeczywistości nie działał lub wręcz miał działanie szkodliwe. Dziś wiele z nich nadal funkcjonuje na rynku, choć mają nieco inne zastosowanie…

Coca-cola

Znamy dobrze historię o farmaceucie, żołnierzu amerykańskiej Wojny Cywilnej, który to wynalazł popularny do dziś napój. John Pemberton po Wojnie Secesyjnej szukał swego miejsca w nowym świecie. Ówcześnie popularny stawał się ruch społeczny, popularyzujący wstrzemięźliwość od alkoholu, co dało pole do popisu napojom musującym – uznanym za dobry substytut. Pemberton zdawał się doskonale rozumieć zaistniałą sytuację i stworzył recepturę Coca-Coli na bazie napoju gazowanego oraz ekstraktu liści koki i orzeszków coli. Farmaceuta jednak nie umiał zbyt dobrze spopularyzować formuły napoju i zmarł kilka lat po wynalezieniu receptury. Firmę przejął niejaki Asa Candler, który zarejestrował markę Coca-Cola i rozkręcił upadający interes.

Według oficjalnych danych, napój niegdyś zawierał kokainę z liści koki. Stosowany był jako lek na zmęczenie i objawy wyczerpania. Reklamy zachęcały do stosowania Coli, także w przypadku obniżonego nastroju. Od roku 1890, kiedy to opodatkowany został przemysł medyczny, Coca-Cola stała się zwykłym napojem, choć wtedy nadal jeszcze zawierała w składzie kokainę. Taki stan rzeczy istniał aż do 1929 roku, kiedy wycofano ze składu liście koki, zgodnie z regulacjami przepisów antynarkotykowych.

Współcześnie Coca-Cola oczywiście nie jest już uznawana za lek. Nie posiada również w swoim składzie kokainy, a funkcja pobudzająca jest zastąpiona kofeiną – innym alkaloidem, jednak mniej niebezpiecznym. Obecnie marka jest nie tylko popularnym napojem, ale i ikoną współczesnych smaków oraz popkultury.

Keczup

Same pomidory w dawnych czasach uznawane były za trujące. Na początku XIX wieku okazało się jednak, że Indianie z Ameryki Środkowej zabezpieczają to miękkie warzywo i jedzą je w postaci papki, przypominającej współczesny keczup, która to papka zwana była przez nich Chutney. W roku 1834 pojawiły się publikacje, świadczące o rzekomo zbawiennym wpływie pomidorów na układ trawienny, co jednocześnie było dziwne, gdyż w cieplejszych rejonach Azji – w których rosły pomidory, ten fakt znany był już dużo wcześniej. W roku 1834 dr. John Cook Bennett, lekarz z Ohio, prowadził badania nad medycznym zastosowaniem pomidorów pod różną postacią, w zaburzeniach trawienia.

Po pewnym czasie, spędzonym na badaniach i obserwacjach, stwierdzono że pomidory zawierają mnóstwo witamin, minerałów oraz antyoksydantów i poszerzono ich „wskazania” medyczne o przeciwdziałanie takim chorobom jak biegunka, żółtaczka, niestrawność czy reumatyzm. Archibald Miles, obwoźny handlarz z okolic Ohio, sprzedawał opatentowane tabletki zawierające pomidory – pod nazwą American Hygiene Pill. Interes szedł średnio, dopóki Archibald nie trafił na dr. Bennetta.  Wkrótce Miles przemianował swój specyfik na „Dr Miles Compound Extraxt of Tomato”, co miało zwiększyć zainteresowanie gawiedzi. Pomidorowe pastylki wdarły się szturmem na rynek amerykański i od 1838 roku zdominowały rynek. Stały się uniwersalnym remedium na wszystko. Dobra passa trwała do roku 1850, kiedy to potwierdzono oficjalnymi kanałami naukowymi, że tabletki pomidorowe, to jeden wielki przekręt.

Czytaj także:  Technik farmaceutyczny sam w aptece? Nie pierwszy takich przypadek…

Nadmienić należy jednocześnie, iż ówczesna terminologia nie jest jasna i część źródeł sugeruje, iż Miles polecał na rozmaite problemy keczup, inne zaś źródła sugerują, że był to ekstrakt w postaci tabletek. Jedno jest pewne – do dziś zachował się zarówno keczup, jak i sos Chutney. Oba są smaczne i użytkowane w codziennym żywieniu, jednak co ciekawe, zdrowszy okazuje się sos Chutney, ponieważ zawiera mniej cukru i przez to zachowuje więcej swych naturalnych właściwości. Tabletek pomidorowych już nie ma w sprzedaży – zapewne nie były tak smaczne, jak wyrób w postaci sosu.

Kokaina

Ten wyekstrahowany po raz pierwszy przez Alberta Niemanna w 1860 roku alkaloid, ma bogatą historię medyczną. Już w 1884 roku zaczęto stosować kokainę w medycynie z całkiem dużym powodzeniem, które doprowadziło do wzrostu jej popularności i w niedługim czasie także do jej sprzedaży bez recepty. Jedno z haseł reklamowych głosiło, że „kokaina z tchórza robi bohatera, z milczka gadułę i zmniejsza ból cierpiącym”. Można było ją znaleźć między innymi w pastylkach na ból zęba, w syropie pani Winslow, a także w pierwotnej recepturze Coca-coli. Mimo, że pierwsze informacje o uzależnieniu od kokainy zaczęły docierać z całego świata już w roku 1886, to zawierające ją produkty były legalnie dystrybuowane aż do I wojny światowej. Dopiero po jej zakończeniu zakazano stosowania kokainy w większości krajów.

Medyczne zastosowanie kokainy miało swój sens, jednak ze względu na znaczny stopień ryzyka rozwoju uzależnienia, porzucono stosowanie tej substancji. W jej miejsce zaczęto stosować (szczególnie w zabiegach okulistycznych i laryngologicznych) syntetyczne pochodne obarczone mniejszym ryzykiem działań niepożądanych.

Papierosy

Tytoń jest znany od wieków i ma liczne właściwości. W rolnictwie i ogrodnictwie od dawna stosowany był jako środek owadobójczy oraz grzybobójczy (istnieją również odmiany ozdobne). Pierwsza maszyna do masowej produkcji papierosów została opatentowana w 1880 roku. Początkowo uznano, że maszyna nie spełnia oczekiwań, ponieważ…. produkowała za dużą ilość papierosów na ówczesne potrzeby rynku amerykańskiego. Dużo bardziej popularne wówczas były bowiem cygara i cygaretki. By znaleźć rynek zbytu dla papierosów, zainteresowano się więc ich zastosowaniem w medycynie. Sam tytoń od dawien dawna wykorzystywano do łagodzenia bólów głowy, gardła, a nawet zaparć. Co więcej, w XX wieku stosowano go w leczeniu tyfusu. Istniała maszyna do produkcji masowej, istniał też szereg dolegliwości, które były łagodzone przez tytoń – główny składnik papierosów. By stworzyć więc zapotrzebowanie na nowy produkt, zatrudniono niejakiego Jamesa Duke’a. Dzięki odpowiednim działaniom marketingowym sprawił on, że papierosy stały się jednym z bardziej pożądanych produktów na całym świecie.

Czytaj także:  8 mitów o ospie wietrznej

Z biegiem czasu zaczęły pojawiać się reklamy z lekarzami, którzy polecali palić papierosy w wielu schorzeniach, czy choćby dla łagodzenia stresu. Kompanie tytoniowe prześcigały się w reklamach z udziałem doktorów, którzy mieli potwierdzać (oczywiście za pieniądze), że papierosy marki X będą mniej drażniące dla płuc. Organizowano nawet konkursy najbardziej eleganckiego palenia papierosów przez kobiety…

Świadomość zdrowotna jednak rosła i coraz więcej osób obawiało się papierosów, uważając że to „gwóźdź” do trumny, powodujący wiele chorób. Potwierdzały to zresztą kolejne dowody naukowe, które wskazywały, że wpływ papierosów na zdrowie człowieka był zgoła inny, niż ten reklamowany na kolorowych plakatach.

Pierwsze ograniczenia dotyczące sprzedaży papierosów pojawiły się w latach 60.  XX wieku w USA. Przez świat przetoczyło się od tamtego czasu kilka skandali oraz jeden najważniejszy, zakończony ugodą z Rządem USA, który oskarżył kompanie tytoniowe i zarządał  zwrotu kosztów leczenia lokalnych pacjentów, z chorób powodowanych przez Zapraszamy na warsztaty na temat antybiotykoterapii tytoń. Obecnie, pomimo kampanii zdrowotnych i antynikotynowych, papierosy nadal są używką ludzi na całym świecie. Współcześnie jednak otwarcie mówi się o tym, że palenie jest szkodliwe, czego nie robiono aż tak chętnie jeszcze 100 lat temu.

Z ciekawostek warto dodać, że przed wynalezieniem aerozoli wziewnych, w preparatyce galenowej funkcjonował termin „papierosy lecznicze”. Przeznaczone były do palenia i inhalowania wraz z dymem substancji rozkurczających płuca. Obecnie ta forma została jednak wyparta przez nowocześniejsze inhalatory, turbuhalery, dyski oraz inne urządzenia tego typu.

Jagermeister

To znana marka alkoholu, której receptura powstała w roku 1935 w Niemczech. Opiera się ona na maceracji w alkoholu 56 ziół, między innymi tymianku, rumianku, drzewa sandałowego, szafranu, imbiru, rozmarynu, borówki, bazylii, pietruszki i cynamonu. Jego receptura nie zmieniła się od samego początku, a proces produkcji trwa okrągły rok.

Oficjalnie Jagermeister powstał jako napój, który miał być pity przez myśliwych przed polowaniami (stąd logo). W wielu niemieckich domach alkohol ten jest jednak znany ze swych dobroczynnych właściwości dla układu pokarmowego, ale wierzy się również, iż może zapobiec przeziębieniu, bólowi gardła, przeciwdziała kaszlowi, rozluźnia mięśnie i łagodzi ogólny ból. Prawdziwe panaceum na wszystkie bolączki. Nikt jednak nigdy nie wspominał o tym, iż taka ilość rozmaitych ziół może spowodować reakcje alergiczne, u osób na nie wrażliwych.

Należy też pamiętać, że choć napój ten jest klasyfikowany jako „Krauterlikor”, czyli likier ziołowy (ich historia sięga czasów Hildegardy z Bingen!), to jednak ze względu na ryzyko uzależnienia od alkoholu oraz niewiadome w skutkach działanie (niepotwierdzone badaniami naukowymi), powinno się jednak traktować Jagermeistera przede wszystkim jako napój alkoholowy, ze stosownymi konsekwencjami jego picia. Oczywiście wiele osób nadal wierzy, że jeden kieliszeczek dla kurażu może zapobiec przeziębieniu. Póki co jednak, żadne badania kliniczne nie były w tym kierunku prowadzone…

Czytaj także:  Farmaceuta wizytówką apteki

Kojący syrop – Soothing sirup

W roku 1845 produkowano pewien specyfik, zwany Mrs. Winslow’s Soothing Syrup, czyli Syrop Kojący Pani Winslow. Teściowa jednego z jego producentów była pielęgniarką na oddziale położniczym i zajmowała się noworodkami. Zainspirowana swoją pracą, stworzyła miksturę-panaceum dla dzieci, która działała (według producentów) na wszystko: od ząbkowania, przez kaszel, po problemy z zasypianiem. Już same etykiety preparatu pokazywały idylliczny obraz domowego zacisza, po spożyciu rzeczonego syropku przez małoletnich. Problem w tym, że ów cudowne właściwości brały się z obecności narkotyku w jego recepturze – i to nie jednego. W skład syropku wchodziła bowiem morfina, kokaina oraz alkohol. Nic więc Czy Polacy są uzależnieni od łykania tabletek? dziwnego, że dzieci spały po nim jak aniołki. Klienci nie byli do końca świadomi składu, co zapewne stoi w dużej mierze za sukcesem sprzedażowym preparatu. Według producentów, zakład miał produkować ponad 1,5 miliona butelek syropu rocznie. Amerykańskie Towarzystwo Medyczne w roku 1911 wydało oświadczenie, w którym potępiano, rzekomo zbawienne, działanie syropu. Z lecznictwa został on jednak wycofany dopiero w 1930 roku.

Wibrator

W epoce wiktoriańskiej (XIX wiek) lekarze nieustannie diagnozowali u wielu kobiet schorzenie o nazwie histeria. Cechowała się nadmierną emocjonalnością, płaczliwością. Dawniej było to schorzenie wyłącznie kobiece, związane z kobiecym narządem rodnym. Ów narząd już od czasów średniowiecznych, a nawet i starożytnych, był uważany za sprawcę kobiecego opętania, wariacji, a nawet czarownictwa. W epoce wiktoriańskiej uznawano, iż na histerię najlepszy będzie orgazm. Lekarze stymulowali pacjentki w różny sposób i nie było to jedynie stymulowanie manualne. Kolejki rozhisteryzowanych kobiet ustawiały się do lekarzy, którym nie do końca odpowiadała taka rola zawodowa.

Pewien doktor, J. Mortimer Granville, stał się pionierem leczenia kobiecej histerii. Opatentował w latach 80. XIX wieku urządzenie elektryczne, które kobiety mogły zakupić do użytku domowego. Początkowo wibrator nie służył jednak tak, jak zazwyczaj służy dziś. Choć kształt jest zachowany, to niegdyś wibrujący, podłużny przyrząd, służył do masażu brzucha w celu osiągnięcia relaksacji mięśni. Wraz z rozwojem mechaniki, także i osobiste masażery zmieniły swój wygląd. Okazało się również, że histeria nie dotyczy wyłącznie kobiet, ale także i mężczyzn. Zmieniły się również metody leczenia tego schorzenia.

Współcześnie, choćbyśmy się bardzo starali, to i tak wibrator będzie się kojarzyć dość jednoznacznie. Nie jest on też wykorzystywany w celach leczniczych Od 1 stycznia Michał Byliniak stoi na czele PGEU , a raczej w celach, nazwijmy to, rekreacyjnych. Polecam do obejrzenia film „Histeria – romantyczna historia wibratora”, który dość ciekawie obrazuje czasy epoki wiktoriańskiej i powstanie pierwszych wibratorów.


Zacytuj ten artykuł jako:

  • Emilia Krupa, Lek to, czy nie lek?, MGR.FARM, nr 3/2018 (19), str. L20-L23

Lek to, czy nie lek?

czas czytania: 10 min