Bez kategorii

Krzysztof S. zabiera głos. To on miał wywozić nielegalnie leki…

Krzysztof Szelc to farmaceuta i właściciel sieci aptek, który według reportażu Superwizjera TVN o mafii lekowej, miał być zamieszany w nielegalny wywóz leków. Po emisji programu mężczyzna postanowił udzielić wywiadu lokalnej gazecie "Życie Kalisza". Przekonuje w nim, że nie brał udziału w tym nielegalnym procederze, a reportaż TVN mija się z prawą...

14 września w TVN24 wyemitowano reportaż dziennikarek „Superwizjera” o kulisach funkcjonowania mafii lekowej. Dotarły one od lekarzy, przedsiębiorców, farmaceutów, ale i członków okręgowych rad aptekarskich zamieszanych w nielegalny wywóz leków. Jak udało się ustalić reporterkom „Superwizjera”, jednym z przedsiębiorców czepiących zyski z odwróconego łańcucha dystrybucji miał być Krzysztof S. To przedsiębiorca, który posiada kilkadziesiąt aptek oraz hurtownię (czytaj więcej: Reportaż TVN o kulisach działania mafii lekowej).

W reportażu TVN podano, że kontrole nadzoru farmaceutycznego wykazały, że apteki należące do niego, sprzedawały leki do spółek i hurtowni farmaceutycznej. Tylko jedna z jego aptek, na przestrzeni półtora miesiąca, nielegalnie miała sprzedać leki warte 800 tysięcy złotych. Za to Krzysztof S. usłyszał prokuratorskie zarzuty (czytaj więcej: W Kaliszu, przedsiębiorca mający sieć aptek, leki wywoził pociągami…).

Pracownicą aptek należących do Anety S. była Anna G. – kobieta była w przeszłości wojewódzkim inspektorem farmaceutycznym w Kaliszu. Należy także do Okręgowej Rady Aptekarskiej, która kilka lat temu opiniowała cofnięcie zezwolenia na działanie aptek małżeństwa S. Potem została zatrudniona w aptekach Anety S. Anna G. powiedziała dziennikarkom Superwizjera TVN, że „wszyscy wiedzieli, że coś jest nie tak”.

Krzysztof S. to… Krzysztof Szelc

W najnowszym wydaniu Życia Kalisza ukazał się wywiad z Krzysztofem S. Okazuje się, że to farmaceuta – Krzysztof Szelc – i właściciel sieci aptek „Stylowe”. W rozmowie z dziennikarzem „Życia Kalisza” przekonuje, że nie ma nic wspólnego z nielegalnym wywozem leków, a reportaż TVN podaje nieprawdziwe informacje. Wskazuje między innymi, że nigdy nie był właścicielem hurtowni farmaceutycznej, jak to podały dziennikarki Superwizjera.

Czytaj także:  Sympozjum „Terapia żywieniowa w onkologii” w Bydgoszczy

– To są właśnie dziennikarskie konfabulacje, żeby nie mówić brzydko – oszczerstwa. Ponieważ zgodnie z prawem nie można być właścicielem jednocześnie aptek i hurtowni. Nigdy nie byłem właścicielem hurtowni i w żaden inny sposób z hurtownią nie byłem powiązany. Jedyny mój związek z hurtownią to zakupy od nich leków do naszych aptek – mówi Krzysztof Szelc.

Przedsiębiorca przyznaje, że ma w sumie 56 aptek. Część z nich należy do jego byłej żony. Przyznaje, że w 2011 roku prokuratura przyglądała się jego działalności, jednak nie postawiono mu żadnych zarzutów (czytaj również: Właścicielka apteki poddała się karze. Sprawa lekarza wraca na wokandę…).

– Ja bym to nazwał niedoświadczeniem z młodości. Po wejściu Polski do Unii pojawiły się pewne nowe możliwości. Ktoś tam gdzieś trochę mnie wmanipulował. Po jakiejś kontroli zostało złożone na mnie jedynie doniesienie do prokuratury przez Inspekcję Farmaceutyczną. Podkreślam, to było jedynie doniesienie, a nie zarzuty prokuratorskie. Prokuratura po przeanalizowaniu sprawy nie postawiła mi żadnych zarzutów, tylko warunkowo umorzyła dochodzenie. Nawet nie widzieli potrzeby wezwać mnie na przesłuchanie – mówi Szelc.

Czytaj także:  Pacjent poczuł się oszukany przez aptekę. Napisał do prasy…

Nielegalny wywóz czy zakup leków z likwidowanej apteki?

Z jego relacji inspekcja farmaceutyczna doniosła na niego do prokuratury za prowadzenie sprzedaży hurtowej bez zezwolenia.

– Nasza spółka w Poznaniu zakupiła leki w jednej likwidującej się aptece, by sprzedawać je w drugiej naszej aptece, z pełna kontrolą temperatury i środków przechowywania itd. Kontrola farmaceutyczna zarzuciła nam hurtowy handel lekami bez zezwolenia na hurt – mówi farmaceuta.

Wskazuje, że w tamtym czasie prawo nie było jasne i choć sprzedaż hurtowa aptek była zabroniona, to nie zdefiniowano od jakiej ilości leku zaczyna się sprzedaż hurtowa. Jednocześnie przekonuje, że leki te nigdy nie wyjechały z kraju.

– Proszę zwrócić uwagę, że apteki, tak samo jak inne sklepy, czasami mogą nie mieć powodzenia albo z innych powodów muszą się likwidować. Co w takiej sytuacji ma zrobić aptekarz, mający na półkach niesprzedane leki za wiele tysięcy złotych? Według obecnego prawa ma tylko dwa wyjścia: zwrócić do hurtowni albo utylizować. W praktyce jednak hurtownie odmawiają przyjęcia zwrotów leków, gdyż zmniejsza to ich zysk. Więc pozostaje utylizacja, a to oznacza stratę dla aptekarza całego majątku, a dla społeczeństwa likwidację dobrych, legalnych leków z dobrymi terminami przydatności, których może brakować pacjentom. Jakież to marnotrawstwo, w czasie, kiedy leków brakuje – mówi Szelc (czytaj również: Leki z likwidowanej apteki nie powinny być utylizowane).

Czytaj także:  MZ podsumowuje pierwszy tydzień e-recepty

Jednocześnie twierdzi, że słyszał o wielu aptekarzach, którzy w takiej właśnie sytuacji bez wyjścia załamywali się i popełniali samobójstwo.

– W zeszłym roku było kilka takich samobójstw wśród moich kolegów farmaceutów. O tym się nie mówi, ani na mównicy sejmowej ani w mediach – mówi przedsiębiorca VIDEO: Wrzawa na posiedzeniu komisji zdrowia. Resort się tłumaczy, a opozycja jest nieugięta .

„Nie mam szczegółowej wiedzy na ten temat”

Farmaceuta przekonuje, że żadne inne postępowanie przeciwko niemu nie toczyły się w prokuraturze. Zarzuca też dziennikarkom TVN, że choć jeździły wokół jego firmy i domu, to do niego nie podeszły. Gdy dowiedział się, że go szukają, sam miał do nich dzwonić, ale nie odbierały telefonów. W wywiadzie dla „Życia Kalisza” przekonuje, że nie ma szczegółowej wiedzy na temat Jaka jest różnica między tabl. o przedłużonym uwalnianiu a tabl. o zmodyfikowanym uwalnianiu? nielegalnego wywozu leków.

– Gdybym miał dokładną wiedzę, o takim procederze, to musiałbym zawiadomić prokuraturę. Zwracam jednak uwagę, że tego typu przestępstwa nie dzieją się tylko po stronie biznesu. Przypomina mi się np. sprawa szefa Wielkopolskiej Izby Aptekarskiej, któremu udowodniono wymuszanie od aptekarza 120 tysięcy łapówki za pozytywną opinię, potrzebną do otwarcia apteki. Sąd zasądził karę finansową i wyrok w zawieszeniu – mówi Krzysztof Szelc.

Źródło: ŁW/Życie Kalisza

Krzysztof S. zabiera głos. To on miał wywozić nielegalnie leki…

czas czytania: 5 min