Bez kategorii

Jerzy Zięba wygra. Co dalej zrobi Ministerstwo?

Eksperci są niemal zgodni: prokuraturze trudno będzie obronić zarzuty postawione firmie Jerzego Zięby. Choć wszyscy zgadzają się, że jego działalność jest szkodliwa, to szukanie podstaw do jego ukarania jest prawniczą ekwilibrystyką. Zięba jest zbyt sprytny. Ministerstwo sprawiedliwości nie wyklucza zmiany prawa, po to by łatwiej było ścigać medycznych szarlatanów...

Nie milkną komentarze po wizycie policji i prokuratury w siedzibie firmy Visanto – producenta suplementów diety, promowanych przez Jerzego Ziębę. Postępowanie w tej sprawie zostało zainicjowane pisemnym zawiadomieniem o podejrzeniu popełniania przestępstwa przez VIDEO: Instrukcja dla aptek z generowania certyfikatu dostępu do PLMVS Rzecznika Praw Pacjenta. Prokuratura przyznała, że w toku dochodzenia uzyskano opinię biegłych z Narodowego Instytutu Leków. Na jej podstawie uznano, że z opisu niektórych produktów wynikało, że należą do kategorii produktu leczniczego. A tych nie można sprzedawać bez odpowiedniego zezwolenia (czytaj więcej: Prokuratura u Jerzego Zięby. Koniec działalności znachora?).

Zdaniem ekspertów trudno będzie jednak prokuraturze obronić stawiane znachorowi zarzuty. Sam Zięba od początku odpiera zarzut sprzedaży produktów leczniczych bez zezwolenia. Podkreśla, że nie sprzedaje leków, lecz suplementy diety. I wiele wskazuje na to, że ma rację.

– Niepowodzenie prokuratury będzie miało fatalne skutki. Zięba będzie mógł przekonywać, że aparat państwa się na niego uwziął, jednak prawda zwyciężyła. Wówczas walka z jego działalnością stanie się ekstremalnie trudna – wskazuje w najnowszym numerze Dziennika Gazety Prawnej prof. Mariusz Bidziński.

Czytaj także:  Antybiotykooporność wielkim zagrożeniem XXI wieku

Jerzy Zięba już obrał strategię kreowania się na męczennika. W opublikowanych w serwisie YouTube filmach, które obejrzało już grubo ponad 200 tys. osób, mówi o sobie jak o małym przedsiębiorcy, który jest represjonowany przez państwo. Niemal wykrzykuje do kamery, że urzędnicy powinni być dla obywatela, a nie obywatele dla urzędników (czytaj więcej: Farmaceuci chwalą działania prokuratury wobec Jerzego Zięby).

Nie taki mały przedsiębiorca

Co by nie mówić o metodach działania Jerzego Zięby, nie można mu odmówić tego, że jest skutecznym przedsiębiorcom. W 2017 r. jedna z jego spółek wypracowała zysk netto w wysokości niemal 23 mln zł. Zięba budzi zaufanie. Kilkadziesiąt tysięcy osób zawierzyło mu na tyle, że kupuje sprzedawane przez niego produkty, a kilkaset tysięcy chłonie głoszone przez Dlaczego dzisiaj warto ubrać dwie różne skarpetki? niego teorie.

Eksperci wskazują, że jego działalność jest odpowiedzią na brak zaufania do tego, co państwowe. Zwolennicy Zięby mówią, że państwowa opieka zdrowotna to zło. Część stawia go w opozycji do obsługi w przychodni czy szpitalu. Jerzy Zięba wypada w takim porównaniu korzystnie. Spokojnie, przez kilkadziesiąt minut, objaśnia w filmach udostępnianych w mediach społecznościowych swoje poglądy. Robi to zawsze z uśmiechem na twarzy, elegancko ubrany. Z takiego starcia lekarze, którzy wiecznie nie mają czasu, nie mogą wyjść zwycięsko. Nawet jeśli merytorycznie to oni mają rację.

Jerzy Zięba bardzo sprawnie lawiruje też pomiędzy niedoskonałymi przepisami prawa. Bazuje na tym, że jego klienci wierzą mu, zatem formalnie nie ma osób, którym by zależało na sądowej walce z nim. Prawnicy przyznają, że szukanie podstaw do jego ukarania jest prawniczą ekwilibrystyką. Trudno oskarżyć go o wprowadzenie w błąd co do właściwości sprzedawanych przez niego produktów, bo sam Zięba w tej właściwości wierzy. Znachor jest też niezwykle sprawny retorycznie. W swoich wykładach nie zniechęca do korzystania z konwencjonalnych metod leczenia, mówi jedynie o tym, że często są nieskuteczne.

Czytaj także:  Łysienie plackowate – wszystko co pacjent powinien wiedzieć

Popyt nie zniknie, będą następni…

– Pokazowy proces Jerzego Zięby to rozwiązanie najprostsze, ale nie będzie skuteczne – mówi Maria Libura, ekspertka Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Nie dotyka bowiem podstawowego problemu – skąd bierze się popyt na tego typu ofertę i dlaczego jest on tak duży.

Jej zdaniem nisza w postaci biznesu robionego na medycynie alternatywnej jest na tyle intratna, że na miejsce Jerzego Zięby pojawi się trzech innych rezolutnych uzdrawiaczy, być może jeszcze skuteczniej wabiących wizją prostych recept na wszelkie choroby.

Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, twierdzi jednak, że ukaranie Jerzego Zięby mogłoby sytuację choć częściowo uzdrowić (czytaj więcej: Jerzy Zięba o fantazji wiceprezesa Naczelnej Rady Aptekarskiej…).

– Nie ma nic gorszego niż bezkarność. Świadomość, że za popełnione czyny nie poniesie się odpowiedzialności, rozzuchwala. Jest na to wiele dowodów: proceder nielegalnego wywozu leków urósł u nas do astronomicznych rozmiarów, jego skala sięgała 2 mld zł rocznie, bo w zasadzie nic za to nie groziło. A gdy aparat państwa zaczął wysyłać sygnały, że nie ma przyzwolenia na odwrócony łańcuch dystrybucji, sytuacja się trochę uspokoiła – przekonuje wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

Czytaj także:  Mikorzyn – napad na aptekę za pomocą atrapy broni

Co zrobi ministerstwo?

Ministerstwo sprawiedliwości chce walczyć z oszustami, którzy wykorzystują ciężko chorych. Nie wyklucza nawet zmiany przepisów, w taki sposób by walka ta stała się skuteczniejsza.

– W Polsce nie może rozwijać się szarlataneria medyczna. Analizujemy w ministerstwie tę sprawę i jeśli okaże się, że brakuje podstaw do skutecznego ścigania ludzi wciskających kit ciężko chorym, zostaną podjęte prace nad nowelizacją przepisów – mówi DGP Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości.

Podkreśla też, że najważniejsze jest to, by nielegalny czyn został odpowiednio wyceniony. Może nie należy za szarlatanerię medyczną wsadzać do więzienia, m.in. by nie tworzyć z cudotwórców męczenników. Może wystarczy surowo karać finansowo, tak by tego typu biznes się nie opłacał. Ministerstwo Sprawiedliwości opracowało niedawno projekt ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych (musi go jeszcze przyjąć parlament). Przewiduje on, że za czyny zabronione osób fizycznych odpowiadać będzie mogła osoba prawna. A tłumacząc inaczej: jeśli właściciel firmy lub jej pracownik zrobi coś, za co może zostać ukarany, a firma na jego czynie skorzysta – ukarać będzie można również przedsiębiorstwo. Kary sięgać mają nawet 30 mln zł.

Źródło: ŁW/DGP

Jerzy Zięba wygra. Co dalej zrobi Ministerstwo?

czas czytania: 5 min